sobota, 18 października 2014

If you be my star, Rozdział I.


Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiając sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości. `



     Nie jestem kimś niezwykłym. Nie posiadam jakiś super mocy, nie jestem wybitnym uczniem, nie jestem najlepszy w sportach. Jestem przeciętnym uczniem jakich wielu. Nie będę mówić, że mam straszne życie, bo tak nie jest. Moja rodzina również jest przeciętna: mam mamę, która uwielbia gotować, tatę, pracującego w firmie i młodszą o rok siostrę, będącą jednocześnie oczkiem w mojej głowie. Moim dotychczasowym największym problemem był jedynie oblany test z matmy, więc nie mogę powiedzieć, że jestem kimś strasznie pechowym. Jak mówiłem na początku: jestem po prostu strasznie przeciętnym gościem, których wielu. Nie wyróżniam się nawet wyglądem, bo z drugiej po co? Nie lubię czuć na sobie krytycznych spojrzeń, a moje kasztanowe włosy na razie mi się podobają. Lubię być przeciętny, bo wtedy nie jest się wykluczonym.
     Jak zdążyłeś, bądź zdążyłaś zauważyć, jestem chłopakiem. Mam na imię Jeremiasz Darlicki, co oznacza "wywyższonego przez Boga". Nie wnikam, nie ja sobie wybierałam imię, ale nie widzę też powodu by je znienawidzić. Jest jedynym, czym wyróżniam się na tle moich równieśników nazwanych Mateuszem, Bartkiem, czy Kamilem. Nie, ja naprawdę nie mam nic do tych imion, tylko człowiek traci się, gdy w swoim towarzystwie jest otaczany przez kilka osób o tym samym imieniu. W mojej klasie jest trzech Kamilii, więc wyobraźcie sobie, że nauczycielka wzywa jednego do odpytywania a wyżej wspomniana trójka niechętnie podchodzi w jej stronę modląc się jednocześnie, by to nie o nich chodziło. Takie coś jest zabawne, ale tylko dla osoby trzeciej.
     W klasie jestem nawet lubiany, mam swoją paczkę przyjaciół i w szkole zawsze razem spędzamy przerwy. Nie mam zgrzytów z innymi, a każdego staram się traktować przyjacielsko chociaż to nie znaczy, że każdego lubię. Spójrzcie na taką Agnieszkę, niby miła, ładna z buzi, ale jak dojdzie co do czego to w oka mgnieniu rozerwie Cię na strzępy. Boję się jej? Nie, tylko mam przed nią respekt po tym jak ostatnio pobiła osiedlowego dresa, Artura, który chciał wyłudzić od niej komórkę. Zamiast nowego sprzętu skończył z złamanym nosem i sińcami.
     Jeśli dotarłeś, albo dotarłaś aż tutaj, to chyba nie znaczy że jestem aż tak nudny, co? Wiem, mogę Cię pewnie już wkurzać tym, że w kółko mówię jaki to mało oryginalny jestem, ale powiedz, czy ty się wyróżniasz w swojej grupce? Jeśli tak, to świetnie, robisz to czego ja nie chcę. Jeśli nie, to w sumie chyba też dobrze, bo mam wreszcie jakąś pokrewną duszę. Ale... Chyba nie jesteś tu po to, żeby słuchać mojego i tak mało znaczącego monologu, co? Jesteś pewnie tu po to by usłyszeć jakąś świetną, intrygującą opowieść. Nie wiem w sumie, czy to co działo się w środę, w dniu kiedy do klasy przybył ON, i zdarzenia jakie nastały po tym Cię zaciekawią.
     Ale jeśli jednak jesteś zainteresowany historią licealisty, który przez dziwny zbieg okoliczności w męskiej ubikacji zawiera kontrakt z duchem, to możesz śmiało czytać.